*Ariana*
Niedawno zaszło słońce. Zachód był piękny. Kolorowe promienie rozciągały się wzdłuż miasta, a różowe plamy zdobiły błękitne niebo. Wszystko tonęło w słońcu. Teraz, jest już późno. Księżyc wszedł na niebo, które dziś okazało się bezgwiezdne. Jak na wieczór w Los Angeles jest wyjątkowo chłodno. Może to przez ten wiatr, który co kilka sekund uderza mi w plecy? W każdym razie spodziewałam się innego powrotu. Jedyne czego żałuje to brak ciepłej bluzy i pary trampek. Bolą mnie nogi, ledwie idę. Chwile temu zdjęłam te cholerne szpilki. To na nic. Mogę powiedzieć, że jest gorzej. Chodnik wcale nie jest ciepły jak myślałam, a ból nóg jak widać stał się mocniejszy. No cóż plus jest taki, że bez nich łatwiej jest utrzymać równowagę. Nie chodzi o to, że jestem pijana. No dobra, trochę tak. Poza tym, buty z kilku centymetrowym obcasem stanowią odrębną trudność. Wiem, że dziś przesadziłam. Od dawna tyle nie piłam. To głupie topić smutki w alkoholu, ale pijąc miałam inne wrażenie. Jedyne co mi po tym zostało to niemiłosierny ból głowy i brak koncentracji nad prostą czynnością w stylu, w którą stronę mam skręcić by dojść do domu. Żałosne. Z chęcią zadzwoniłabym do mamy, taty kogokolwiek z domu by zabrał mnie z tego piekła w jakie sama wpadłam, ale nie mogę. Tata wraca dopiero jutro, a mama jest teraz na ważnym bankiecie i pewnie jak ja, będzie wracała w podobnym stanie, o świcie gdy słońce nadal śpi. Jedyne co pamiętam to ostatnie słowa mojej mamy:"1, nie uwzględniam spóźnień". Co z tego, że sama wróci o 3-4. Przed bramą wiszą kamery. Gdybym się spóźniła, nie daj Boże w ogóle nie przyszła zapominałabym o piątkowej imprezie i wszystkim innym. Poza tym, to nie zmienia faktu, że ja zawsze dotrzymuje słowa. Jeśli mam czas do 1 to czeka mnie jeszcze z dobra godzina drogi. Myślę, że jest kilka chwil po 22 co oznacza, że mam ok. 3 godzin na powrót. Powinnam zdążyć. Noc jest spokojna, doskonała na spacer. Może świeże powietrze powstrzyma zawroty głowy? Chyba naprawdę dużo wypiłam. Nie wiem jak będą wyglądały jutrzejsze lekcje. Już teraz czuję ten pulsujący ból. A do domu tak daleko... Mogłam zostać dłużej. Może wtedy odwiózłby mnie Matt? Nie, nie mogłam. Im więcej czasu spędziłabym przy stole tym bardziej bym się upiła. Tak trudno przestać gdy to wszystko staje się wyblakłym wspomnieniem... które jutro ponownie mnie nawiedzi. Okazuje się, że nie potrzebnie tyle piłam. Wszystko co dobre pojawia się tak późno. Szkoda, że nie ma tu mojego tatusia. Wiem, to wydaję się śmieszne, ale on nie pozwoliłby wracać mi samej nawet gdyby droga do domu znajdowała się w prostej linii i trwała 5 minut. Dla niego pora, w której słońca nie widać jest niebezpieczna, nieodpowiednia dla mnie jak kiedyś to ujął. Kocham go i coraz częściej dochodzi do mnie, że bardzo mi go brakuje. Chce, żeby wrócił. Zawsze powtarzał, że jestem jego słoneczkiem. Haha serio dużo wypiłam. Ale w takich chwilach nic poza prawdą nie przychodzi mi do głowy. Jestem pijana, ktoś pijany nie jest w stanie kłamać. Nasz mózg szuka odpowiedzi. Pierwsze co powiemy to 100% prawda. Kłamstwo wymaga zastanowienia, głupia riposta przemyślenia. Lepiej od razu odpuścić. Haha coś o tym wiem. Jednak myślę, że najlepszym sposobem jest po prostu pójście do pokoju, z dala od ludzi, którzy są skorzy do rozmowy. Zawsze tak robię. Tylko tatuś uparcie chodzi wtedy za mną i pyta o wszystko. Następnego dnia połowy z tego nie pamiętam. Jedyne co słyszę to jego śmiech. Ach... Kochany, zabawny tatuś. Chociaż dziś będę miała spokój od lawiny pytań, które w zasadzie są kompletnie bezsensu. Nie ważne... Idę już 10 minut, ale nadal mam wrażenie, że przeszłam zaledwie 1/100 całej drogi. Mogłam zabrać portfel, ale niestety mam sam telefon. Nie zamówię taksówki. Porażka. Z tego co wiem zaraz powinien pojawić się zakręt, a zaraz za nim wielki znak z napisem "Prado Del Grandioso". Dzielnica jest ogromna. Najgorsze jest to, że mieszkam prawie na końcu tej ulicy. Zanim dojdę do domu minę dom Jadena i ogromną willę Justina. Zastanawiam się, czy on kiedyś się tam nie zgubił. W każdym razie to wszystko wydaje się nie mieć końca. Przeszłam dobry kawałek, a minęłam dopiero dwa domy. Zapowiada się ciekawy powrót. Zwłaszcza gdy zawroty głowy się pogłębiają. Usiadłabym, ale nie ma gdzie. Jest tu pięknie, fakt. Pełno zieleni, drzew, kwiatów. Co z tego kiedy każdy dom otacza ogrodzenie. Nie ma żadnej ławki, niczego. Nie stanę przecież przy latarni czy innym słupie. Taka bogata dzielnica, a nawet ławki nie posiada. Haha. To zdanie było w stylu mojej babci. Mniejsza o to. Chyba nie dam rady dalej iść. Okej, muszę ochłonąć. Lepiej będzie jak postoje chociaż kilka sekund. Jest 22:32. Dam radę, muszę dać radę. Ale każdy ruch jest taki straszny. Nigdy więcej nie wypije tyle. Okej, idę dalej. Jest tak ciemno... Chcę być już w domu. Jestem głodna, zmęczona. Myślałam, że będzie świetnie. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Ech... Ale skąd to światło? Boże nic nie widzę. To gorsze niż te lampy. Jest coraz bliżej, auto. Może to Jaden? Haha żart. Wiele razy przechodziłam obok jego domu. Spotkałam go tylko dwa razy. Plus jest taki, że za każdym razem rozmawialiśmy. Jeszcze lepsze jest to, że jego przystojny tatuś zdaje się lubić sport, bo gdy biegam wieczorami zawsze go widzę. Haha serio jestem pijana. Ale światło nie ustało. Jest coraz bliżej.
*Justin*
Kiedy ją zauważyłem szła wzdłuż ulicy. Wyglądała tak dobrze. Miała na sobie czarną sukienkę ( chodzi tylko o kreację). Buty trzymała w ręce. Ich złoty obcas błyszczał w świetle. Długie, brązowe włosy opadały lekko na ramiona. Po prostu muszę do niej zagadać.
*Ariana*
Miałam rację, to samochód. Właśnie zatrzymał się przede mną. Pomimo tych ciemności doskonale widzę jego rysy. Jest lustrzane, piękne. Ferrari. O ile wiem takim autem jeździ Justin Bieber. Cholera... Z bliska okazało się jeszcze lepsze. Zastanawiam się dlaczego się zatrzymało. Jesteśmy pomiędzy dwiema posiadłościami. Czy mam omamy czy on idzie w moją stronę? Jest coraz bliżej. Widzę jego buty. Są ciemne, wtapiają się w tło, ale pomimo tego ich ogromny nadruk Adidas Neo jest doskonale widoczny. Chłopak ma na sobie szare dresy z opuszczonym krokiem, które zwężają się przy łydkach, czarną bokserkę i granatową katanę. Ale... Zdaje mi się, że chyba go kojarzę. Choć nie, to przypadek.
*Justin*
-Hej. powiedziałem z uśmiechem. Dostrzegłem, że ma piękne, brązowe oczy, które niemal błyszczą.- Jestem Justin, a ty?
*Ariana*
To dziwne, ale on wygląda jak Justin Bieber. Zaraz, przecież on nazywa się Justin. Następny przypadek. Ale... Ten głos, oczy, usta... Cudowny uśmiech... Jeszcze samochód, którym tu przyjechał. Wszystko schodzi do jednego. Ale kim by nie był jest mega przystojny co samo w sobie jest ogromnym plusem. Jak na kopię Biebera jest niemalże identyczny.
-Ariana.- odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech. Zauważyłam, że jego oczy są brązowe. Przypominają mi słodką czekoladę. Gdy tak patrzy jest taki uroczy.
-Ariana.- powtórzył kusząco.- Ładne imię.- Boże... Te piękne oczy, pociągający głos. To musi być Justin Bieber. Ale dlaczego mam wątpliwości? Już wiem. Justin Bieber nie rozmawiałby z pijaną dziewczyną, która zapomniała drogi do domu.
-Dzięki.
*Justin*
Widziałem wiele ładnych twarzy, ale teraz jedyne co widzę to ona. Brązowe czy dziewczyny patrzą na mnie pełne ciekawości. Właśnie zorientowałem się, że jej usta są krwistoczerwone. Wygląda tak apetycznie.
-Dokąd teraz idziesz?- zapytałem, a ona cicho westchnęła jakby zmartwiona. Chyba nie zrobiłem czegoś nie tak.
-Chyba do domu, tak myślę.- powiedziała śmiejąc się. Co w tym zabawnego? Jednak czegoś nie rozumiem.- Trochę się pogubiłam, ale jakoś dam radę.
-Skąd wracasz?- miałem jedynie nadzieje, że nie urażę jej nadmierną ilością pytań. Wydawała się rozkojarzona, niepewna swoich słów.
-Z imprezy. Jestem strasznie zmęczona.- odparła przewracając oczami. To wszystko wyjaśnia. Chyba lekko przesadziła. Zabawne. Zacząłem się śmiać i w tej samej chwili dostrzegłem, że ona przeniosła na mnie wzrok. Po chwili ciszy wybuchnęła głośnym śmiechem, jakby to wszystko od początku ją bawiło.- Miałam nadzieję, że nie widać tego. No trudno muszę już iść. Źle się czuję, kręci mi się w głowie. Pogadamy innym razem.- powiedziała i przeszła obok mnie ocierając się o ramię. W pierwszej sekundzie poczułem złość. Tak po prostu mnie minęła. To dziwne. Albo jest tak bardzo pijana i kompletnie nie wie z kim rozmawia albo ma to zupełnie gdzieś. Nie wygląda na dziewczynę, która przesadza z alkoholem, ale jak widać pozory mylą. Z resztą nieważne. Nie mogę pozwolić jej odejść.
*Ariana*
-Ariana zaczekaj.- krzyknął chłopak. Cholera... Teraz muszę zastanawiać się jak pozbyć się kiepskiej podróbki Justina Biebera. Nie mam na to siły, ochoty. Jestem zmęczona drogą, imprezą, życiem. Niech chociaż on da mi święty spokój.
-Serio, nie mam ochoty na twoje kiepskie romanse. Po pierwsze nie chce mi się tego słuchać, po drugie to naprawdę żałosne kraść komuś osobowość.- powiedziałam kręcą głową. Nie rozumiem ludzi, którzy dążą do sukcesu przez trud innych. Ale pomimo moich słów, on nadal szedł w moją stronę. Czy wyraziłam się niezrozumiale?
-Nie wiem o czym mówisz, ale zostawmy to na później.- odparł z uśmiechem. Jakby w ogóle nie przejął się moimi słowami. Co za kretyn.- Mieszkam w okolicy, może pojedziemy do mnie?- zapytał nadal się uśmiechając. Zabawne. Myślałam, że dałam mu do zrozumienia iż rozmowa dobiegła końca i na tym kończy się nasza znajomość. Jak widać niektórzy nie rozumieją nawet prostych słów.
-Nie?-powiedziałam złośliwie. Naprawdę nie chce go w żaden sposób urazić, ale nie mam siły na rozmowę. Jedyne co teraz czuję to ogromy ból głowy i zawroty, które wydają się nie mieć końca. Muszę usiąść.
*Justin*
Zrobiłem coś nie tak? Nie chce jej w żadne sposób skrzywdzić, ale wydaje mi się, że z minuty na minutę jest coraz bardziej blada. Zastanawiam się czy brała coś poza alkoholem. Dopiero teraz zwróciłem uwagę, że ledwie stoi na nogach. Jej usta mnie rozpraszają. Ona swoim wyglądem powala. Nie mogę się skupić.
-Serio odpuść sobie. Jestem wykończona, głowa mnie boli. Innym razem.- powiedziała z uśmiechem, po czym palcem delikatnie przejechała po moim policzku.- Dobrej nocy nieznajomy.- znów się uśmiechnęła. Tym razem w jej spojrzeniu kryła się tęsknota i ból... Może smutek. Ale jej oczy szybko zniknęły. Dziewczyna obróciła się i szybko odeszła. Jednak w tym samym momencie zobaczyłem jak traci równowagę, chwieje się i... W ostatniej chwili zdążyłem podbiec. Ledwie ją złapałem. Jednym ruchem wziąłem ją na ręce i mocno objąłem. Była zimna, cała się trzęsła. Spojrzała na mnie zdziwiona. W jej oczach widziałem ulgę.
-Dziękuję.- wymamrotała prawie szeptem. Słyszałem głośne bicie jej serca, oddychała jakby brakło jej powietrza. Odruchowo objąłem ją mocniej.
__________________________________
Troche długi ten rozdział, hah. Mam nadzieję, że Wam się podobało. W każdym razie proszę o komentarze. Przyjmę każdą krytykę, najważniejsza jest wasza opinia.
Give me love
Łączna liczba wyświetleń
niedziela, 27 kwietnia 2014
czwartek, 24 kwietnia 2014
Bohaterowie
Ariana Grande (w tym opowiadani nie jest sławna)
Justin Bieber
Jaden Smith
_______________________________
Bohaterowie stopniowo będą się pojawiać
Informacja
Przepraszam, że nie było mnie tak długo, ale w ostatnich miesiącach tyle się działo. Szkoła, nauka i jeszcze te wszystkie spiny w domu. Trochę zawaliłam. Ale teraz jestem dobrej myśli. Udało mi się wiele rzeczy przemyśleć, wiec myślę, że będzie dobrze. Przykro mi, ale przez ten brak czasu straciłam kompletna "wenę twórczą" na to opowiadanie. Postanowiłam zacząć od nowa. Mam nadzieje, że nowy wygląd, nowe opowiadanie Wam się spodoba. Tym razem każdy nowy post będzie pojawiał się raz w tygodniu, jeśli znajdę trochę więcej czasu pojawi się więcej rozdziałów. Tymczasem jeszcze raz przepraszam za ten brak czasu. Czasem nie nadążam nad życiem.
______________________
Na dniach pojawi się pierwszy rozdział.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


